ul. Kacza 11a, 30-735 Kraków biuro@teczacpt.pl Zadzwoń do nas pod numer: 662-225-535, 501-254-773

Opinie klientów

Opinie pacjentów

tecza

Przedstawiamy opinie naszych pacjentów. Oni skorzystali z pomocy terapeutów „Tęczy”. Zobacz, komu pomogliśmy. Być może któraś z przedstawionych niżej historii, jest Twoją historią…

 Magda

Klęczałam nad toaletą myśląc:, „po co żyję? Chcę umrzeć! Błagam o pomoc..”.  Ulga przychodziła wraz ze spuszczeniem wody. Przyrzekałam sobie, ze już więcej tego nie zrobię. Staję na wagę, 2 kg mniej, kolejna chwila ulgi.

Czuję jak powraca do mnie uczucie uniemożliwiające racjonalne myślenie. I znowu to samo…toaleta, modlitwa, obietnica, waga, lodówka. Nie mogę się powstrzymać, straciłam kontrolę nad własnym życiem. Po pięciu „cyklach” udaję się ledwo żywa na siłownię. Koło się toczy. Opadam z sił. Kilka wizyt u psychologa, psychiatrów i nic. Nikt nie potrafi mi pomóc. Zadręczam się myślami „ „Żyć, czy popełnić samobójstwo”. Trafiłam w końcu do Tęczy. Jestem zdezorientowana. Nie potrafię spleść dłuższego zdania. Mówię tylko „tak” albo „nie”. Wszystko jest mi obojętne.

Dziś pracuje, potrafię rozmawiać i nie mam lęków. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Zdaję sobie sprawę z tego, że w dużej mierze to moja zasługa, ale bez pomocy Pani Renaty nie dałabym rady. Uwierzyłam w siebie. Uwierzyłam w to, że mogę zacząć żyć i decydować o sobie. Tęcza mnie uratowała. Jest tylko jedna zasada – trzeba chcieć!”

Agata

Nie będzie słodzenia, będzie szczerze.
Jeśli robisz to na siłę lub pod presją rodziny, przyjaciół, to szkoda
twojego i terapeutów czasu.
To musi być twoja i tylko twoja decyzja że masz problem i potrzebujesz
fachowej pomocy.
To nie jest kolejny ośrodek który wyciągnie od Ciebie pieniądze i będzie
wmawiał że wszystko będzie dobrze.
To jest miejsce gdzie poczujesz się dobrze, oni wiedzą że można parę razy
zbłądzić ale za każdym razem pomogą odnaleźć ci dobrą drogę.
Ja polecam”

Marcin 2013

Ponad rok temu, dokładnie od początku listopada 2013 roku miałem możliwość
korzystać z pomocy pani Renaty jako pacjent stacjonarny przez cały miesiąc.

Rezultaty leczenia jak i pracy nad sobą są niewyobrażalne. Efekty w postaci
spokojnego domu, sukcesów w pracy zawodowej jak i prowadzenie
zrównoważonego życia wymagającego ciągłej pracy nad sobą są warte każdych
pieniędzy i czasu.

Terapie wspominam nad wyraz dobrze choć stan w jakim trafiłem w ręce pani
Reni był zdecydowanie opłakany i godny politowania. Zdecydowanie polecam, gdyż
pomoc oferowana przez Ośrodek Tęcza procentuję. Pomimo ciężkiej pracy
warto. Jest to wspaniała inwestycja w siebie jak i najbliższych,  w moim
przypadku oby jak najdłużej.”

 ” Wiesław – 6 lat trzeźwienia

Detoks,detoks…….znowu detoks – w końcu usłyszałem – chłopie umrzesz. To była ona – Renata. Wściekłem się na nią i obrażony na żądanie wyszedłem z ośrodka.

Po miesiącu znowu chlałem – w mojej pijanej głowie naprawdę przestraszyłem się,że mogę umrzeć.

Zadzwoniłem, nie ja, tylko żona – moja urażona duma nie pozwalała mi na wykonanie telefonu. Obrażony byłem jeszcze kilka dni.

Cóż będę się rozpisywać – nie było łatwo – ba, było nawet bardzo trudno. Terapeuci niby mówili, że mnie rozumieją– ale ja w sobie miałem wrażenie, że nic nie wiedzą.

Przecież piłem przez żonę, stres w pracy, trudności życiowe, a oni swoje…….nie kontrolujesz picia.

Szokiem był pierwszy miting ( obowiązkowy). Spotkałem na nim ludzi, którzy przyjechali eleganckimi samochodami, w firmowych garniturach – trudno było o nich powiedzieć: alkoholik.

Jeszcze większym szokiem było to, że mnie tam zostawili bez nadzoru – przecież do tej pory wszyscy mnie pilnowali, a tu na pytanie – zostaję sam? Usłyszałem – albo się sam upilnujesz, albo nikt cię nie upilnuje. Myślę, że faceta w twoim wieku ( a mam po czterdziestce) można na 2 godziny zostawić i liczyć na to,że nic nie zmaluje.

Ona ( Renata) mi uwierzyła – uwierzyła choć nikt mi nie chciał już wierzyć. Nie mogłem zawalić wobec jedynej osoby, która mi ufała. Potem rozmawialiśmy o tym – usłyszałem – to była twoja decyzja, że nie wykombinowałeś piwa, flaszki. No tak i tu musiałem się z nią zgodzić.

Jeszcze nie raz i nie dwa obrażałem się, czułem się nie rozumiany. Przełom nastąpił już po wyjściu z ośrodka. Nie było łatwo– wiedzę trzeba było wprowadzać w życie. Jeździłem na mitingi. Jeszcze prawie dwa lata byłem w kontakcie z ośrodkiem. Dziś też jestem. Czasami jadę na kawę i pochwalić się tym, co osiągnąłem. Trzeźwieję. Wiem, że nie muszę walczyć z całym światem. Wiem, że tam są ludzie dla których jestem ważny. Pozdrawiam cały zespół – choć już w nieco zmienionym składzie.”

 ” Grzegorz

Moja krótka historia…

Hej cześć, daj coś zjeść.

Mam na imię Grzegorz i kilka miesięcy temu w najlepsze balowałem sobie przez parę dni nad polskim morzem Bałtykiem – w sensie bardzo intensywnie piłem, co skończyło się dla mnie bardzo źle (fizycznie i psychicznie). Nie będę wdawał się w szczegóły, ale znowu nabroiłem i czułem się okropnie. W zasadzie chciałem uciec, ale nie było mi dane. Zmotywowany przez ogromne poczucie winy i przy pomocy brata podjąłem decyzję o ośrodku, coby sobie pomóc. Wybrałem ośrodek, który zapewniał idealne warunki, jak na wczasach i do tego był jeszcze w górach – normalnie super. Niestety wybór był zły.

Z uwagi na skomplikowanie mojego uzależnienia połączonego z moją skomplikowaną osobowością, okazałem się zbyt trudnym klientem. Z poczuciem ponownej porażki życiowej opuszczałem to miejsce, w którym chciano mi podać rękę, a ja ją odrzuciłem. Czułem się okropnie i znowu przy wsparciu rodziny, która mnie nie potępiła, zgłosiłem się do centrum „Tęcza”. Uprzednio zadzwoniłem, żeby się upewnić czy potrafią sobie radzić z naprawdę trudnymi przypadkami. Dostałem zielone światło i na drugi dzień trochę wystraszony pojawiłem się w Krakowie.
No i zaczęła się intensywna harówa. Już pierwszego popołudnia wzięto mnie na warsztat, a przez następne 4 tygodnie byłem poddany bardzo intensywnemu programowi zajęć, odbywających się rano i w południe. Codzienne sesje zawsze odbywały się z innym terapeutą. Ściśle przestrzegano grafiku i czasu, w którym musieliśmy przerobić program ośrodka. Nie zawsze mi się to podobało, gdyż uświadamiano mi ciężką do przyjęcia prawdę o mnie i moim uzależnieniu. 
Czasami czułem się zmęczony i trzaskałem drzwiami – zawsze mogłem wrócić. Zdarzyło mi się skłamać i później miałem okazję powiedzieć prawdę i przeprosić.
Udało mi się ukończyć terapię i dzięki pomocy psychologów i terapeutów z „Tęczy” budzę się każdego dnia bez kaca spowodowanego odurzeniem używkami.

Uczę się  siebie na nowo, po wielu latach otępienia. Moje życie całkowicie się zmieniło, dokonuję wyborów korzystnych na moje trzeźwienie i robię to świadomie.
To wszystko, co się ze mną porobiło i o czym chciałem wam opowiedzieć, a w co bym nie uwierzył jeszcze pół roku temu. Cieszę się, że sobie pomogłem i odzyskuję radość życia. Wiem o ogromie pracy, który jest przede mną ale jest mi łatwiej do tego się zabrać dzięki wiedzy nabytej w trakcie terapii.

Poza tym jestem w ciągłym kontakcie z kadrą „Tęczy”, przez co mam wsparcie i czuję się bezpieczniej na co dzień.

Jeżeli czujesz się podle, gdyż masz już dość męczarni chlania i brania, chcesz coś zrobić bez ściemy, a trudno Ci się zebrać i zrobić coś samodzielnie to polecam terapię, którą przeszedłem…

Wasz przyjaciel G.
Powodzenia!!!

p.s.
Pyszne jedzonko i domowa opieka pozaterapeutyczna, która zresztą działa jak najbardziej terapeutycznie.”

” Jan, lat 32

Do „Tęczy” trafiłem w 2009 r. Sponiewierany jak pies i spłukany do cna. Tak naprawdę nie chciałem się leczyć. To mojej rodzinie bardziej zależało, niż mnie samemu.

Przez pierwsze dwa tygodnie pobytu w ośrodku raczej myślałem o kolejnych systemach, które pomogą mi wygrać, niż o samym leczeniu. Ale intensywna praca terapeutów oraz spotkania w grupie dla anonimowych hazardzistów, w których obowiązkowo musiałem brać udział, zmieniły mój punkt widzenia.

Kilka miesięcy pracy i dziś jestem szczęśliwy. Żyję jak wszyscy ludzie. Mam jedno ograniczenie – wiem, że nie wolno mi grać, bo wszystko powróci na nowo. Ale dziś już nie chcę grać, bo tak wybrałem.”

 Baśka

Długo broniłam się przed decyzją o podjęciu terapii w ośrodku, bo bałam się obcego miejsca i ludzi. Poza tym wątpiłam, czy taka terapia mi pomoże, bo już nieraz podejmowałam leczenie w różnych przychodniach, ale nie umiałam przestać pić.

W „Tęczy” najbardziej zaskoczyła mnie atmosfera spokoju i przyjazne przyjęcie. Po raz pierwszy zaczęłam mówić o swojej chorobie bez lęku i wstydu.

Bardzo ceniłam sobie to, że zajęcia odbywały się w małych grupach, to pozwalało mnie i innym pacjentom lepiej się poznać i przez to wzajemnie się wspierać, zwłaszcza, gdy tematy poruszane na zajęciach bywały trudne. Również w pracy terapeutów podobało mi się to, że obok intensywnych wykładów czy treningów zawsze można było liczyć na bardziej indywidualną rozmowę, wyjaśnienie wątpliwości. Oprócz głębokiej wiedzy na temat choroby, jaką jest uzależnienie od alkoholu, pobyt w „Tęczy” pomógł mi lepiej rozumieć siebie i swoje relacje z innymi. Po raz pierwszy od dawna są to trzeźwe relacje.”

  Ania, lat 29

Z anoreksją i bulimią zmagałam się wiele lat. Gdy już ani ja ani nikt z mojej rodziny nie wierzył, że może się udać, ktoś polecił mi „Tęczę”. Nie twierdzę, że było łatwo. Powiem więcej było bardzo trudno, a patrząc z perspektywy czasu myślę, że terapeuci mieli do mnie świętą cierpliwość.

Próbowałam kilka razy. Kilka razy wracałam do wymiotów i odchudzania. Nie widziałam sensu tego wszystkiego. Oszukiwałam terapeutów i samą siebie.

Ciągle walczę, ale teraz jest  o wiele łatwiej. Poznałam moją chorobę od podszewki, poznałam też siebie i swoje reakcje na rzeczy, które dzieją się dookoła. Choć czasem mam dość i chcę rzucić tym wszystkim, moja terapeutka wierzy, że wyjdę na prostą, a ja jej ufam.”

” Jagoda

Do centrum „Tęcza” nie trafiłam z własnej woli, ale pod presją koleżanek z pracy. To one obawiały się, że stracę stanowisko.

Tkwił we mnie z jednej strony opór przed terapią i niewiara w jej powodzenie, a z drugiej – chęć zmiany mojego dotychczasowego życia i zaprzestanie picia.

Początkowo podchodziłam do leczenia z rezerwą. Nasuwały się pytania: czy się uda? czy terapia nie pójdzie na marne? Przecież już tyle razy próbowałam nie pić i nic z tego nie wychodziło.

Jednak w miarę trwania terapii w „Tęczy”, umacniała się we mnie wiara, że dam radę. A wszystko to dzięki profesjonalnie prowadzonym zajęciom, zaangażowaniu terapeutów, atmosferze, która panowała na co dzień. Dowiadywałam się wszystkiego o moim uzależnieniu – poznawałam wroga. Nie ukrywam, że nie było lekko – pojawiały się także łzy, kiedy dotykało mnie coś boleśnie. Ale powoli zaczęłam się wyłaniać z oparów mgły alkoholowej i dostrzegać wyraziste kontury wokół mnie. To naprawdę cieszy.

Wiem, że przede mną jeszcze wiele pracy na drodze trzeźwienia. Ale jedno wiem na pewno – bardzo dobrym początkiem tej drogi była „Tęcza”.

Za to serdecznie dziękuję wszystkim pracownikom „Tęczy”!”

 Krzysztof

Ja byłem bardzo sceptycznie nastawiony do terapii. Może nie tyle – że terapia to tylko „SŁOWA SŁOWA SŁOWA”, ale że mam w życiu realne, konkretne, goniące mnie problemy. Jak teraz się zamknę w ośrodku, to będzie jeszcze gorzej jak wyjdę… – znacie to 1000 wymówek na minutę. Moja kochana rodzina (autentycznie kochająca, tak na nią teraz patrzę rodzina) umówiła mnie na spotkanie. Zostałem.

I tutaj,
I tutaj nie będę mówił jak to zostałem wyleczony za pstryknięciem palca czy hipnozy czy czegoś. Ale coś mi siadło w głowie. Bo przecież nie każdy pacjent jest tak samo schematyczny, jak sama choroba bywa schematyczna, to prowadzący umieli wydobyć odpowiednią podstawę do chęci zmiany siebie, dali narzędzia do walki z chorobą – bardzo dobre narzędzia. Do tego jeszcze bardzo dobre zaplecze socjalne, bardzo dobra kuchnia i często spotyka się ciekawych współ-pacjentów. Ja miałem to szczęście, że poznałem dla mnie cudownych ludzi, którzy pomimo komplikacji, dalej są dla mnie tarczą trzeźwości.

Szkoda, że byłem na tyle nie powiem może głupi – bo to nie o to chodzi… a chory, że mało co zauważałem – albo inaczej mało co chciałem dostrzec.

Pobyt polecam, ale uczcie się ode mnie. Podejdźcie z problemem z którym WY chcecie się zmierzyć, do ludzi, którzy znają ten problem profesjonalnie. Inaczej stracicie jeszcze z pół roku degeneracji jak ja, albo jeszcze dłużej i mocniej.

Zaufajcie mi,
Warto!”

” Dorota

Jestem byłą pacjentką „Tęczy”. Uczęszczałam na terapie DDD. Chcę oznajmić, że jestem wdzięczna za pomoc jaką otrzymałam. Zauważyłam, że bardziej dbam o wyznaczanie granic, wiem że to moje życie i rodzice ani nikt inny nie mogą mi wyznaczać kierunku w którym mam podążać. Nie zależy mi już tak bardzo na akceptacji innych. Nauczyłam się bardziej cieszyć i doceniać to co mam i jakich świetnych ludzi spotkałam w moim życiu. Polecam tą terapię.”

 Lesław 

Dzień dobry!

Właśnie mija rok, jak się zjawiłem w Pani gościnnych progach po raz pierwszy. Kiedyś już mówiłem, że pieniądze, które u Pani zostawiłem były najlepszą inwestycją w moim życiu (a zainwestowałem wiele). W ciągu tego roku zdarzyło sie w moim życiu tyle pięknych rzeczy, że mógłbym obdzielić nimi wielu potrzebujących i jeszcze dla mnie sporo by zostało.

Myślę, że ojcem mojego sukcesu jestem ja sam, ale matką jest Pani, Renato! Dziękuję raz jeszcze, pozdrawiam wszystkich znajomych, którzy okazali mi tyle życzliwego ciepła. Odwiedzę stare kąty w najbliższym czasie i opowiem więcej.

Życzę sukcesów i pozostaję z szacunkiem.”

 

Opinie uczestników warsztatów „Trening czyni śmiałość”

 Ania, branża PR

Ten trening naprawdę czyni śmiałość. Osobiście miałam już styczność z podobnymi metodami, dzięki należeniu w dawnych, licealnych czasach do teatru awangardowego. Warsztaty organizowane przez „Tęczę” w doskonały sposób wykorzystały teatralne techniki improwizacyjne dorzucając do tego ćwiczenia świadomości ciała, mowy, samego siebie.

Doskonała sprawa, która pokazała mi, w czym jestem całkiem dobra, a nad czym muszę jeszcze popracować. Wszystko tyczy się ww. pewności siebie, wystąpień publicznych, asertywności, szczerości… i wymieniać tak mogę bez końca!

Ale co było najlepsze? UWOLNIENIE SIĘ i pozwolenie na uwolnienie emocji! O jakie to było absolutnie oczyszczające!

Dziękuję Adamie, dziękuję Reniu!”

 

Monika

Zajęcia z Adamem otwierają zupełnie nowe przestrzenie. Dla mnie była to
beztroska, radość i zadziwienie kreatywnością swoją i innych. Idealny trening
dla tych, którzy przeczuwają, że mogą dużo więcej, konieczny – dla
niewierzących w siebie.”

 

Paweł, branża finansowa

Szkolenie całodzienne w Czarnym Groniu 9 października 2014 było rewelacyjne.

Jeśli o mnie chodzi to otworzyło mi oczy na wiele kwestii związanych z moją
pracą czyli z ciągłymi przemówieniami publicznymi. Adam zmienił moje
podejście i nastawienie, w szczególności pokazał jak się przygotowywać do
spotkań biznesowych, zaprezentował szereg ćwiczeń z tym związanych.

Osobiście dla mnie najciekawsze były ćwiczenia z głosem, oraz przełamywanie barier i oporów przed wystąpieniami przed większą liczbą osób. Wiele tych wskazówek zacząłem stosować w praktyce.

Gorąco polecam spotkania z Adamem Mistelą!”

 

Anna, branża PR

Warsztaty z Adamem Mistelą w Ośrodku Tęcza to czas spędzony niezwykle produktywnie. Podczas szkolenia poznałam nowe, nieznane dotąd techniki  rozwijania kreatywności, pokonywania nieśmiałości czy prezentowania się przed szerszą publicznością.

To jedne z nielicznych szkoleń, które w 100% spełniło moje oczekiwania, dlatego
z przyjemnością polecam je swoim Klientom i przyjaciołom, którzy pragną rozwijać swoje umiejętności.”

 

 

Facebook