Moja krótka historia...
Hej cześć, daj coś zjeść.
Mam na imię Grzegorz i kilka miesięcy temu w najlepsze balowałem sobie przez parę dni nad polskim morzem Bałtykiem – w sensie bardzo intensywnie piłem, co skończyło się dla mnie bardzo źle (fizycznie i psychicznie). Nie będę wdawał się w szczegóły, ale znowu nabroiłem i czułem się okropnie. W zasadzie chciałem uciec, ale nie było mi dane. Zmotywowany przez ogromne poczucie winy i przy pomocy brata podjąłem decyzję o ośrodku, coby sobie pomóc. Wybrałem ośrodek, który zapewniał idealne warunki, jak na wczasach i do tego był jeszcze w górach – normalnie super. Niestety wybór był zły.
Z uwagi na skomplikowanie mojego uzależnienia połączonego z moją skomplikowaną osobowością, okazałem się zbyt trudnym klientem. Z poczuciem ponownej porażki życiowej opuszczałem to miejsce, w którym chciano mi podać rękę, a ja ją odrzuciłem. Czułem się okropnie i znowu przy wsparciu rodziny, która mnie nie potępiła, zgłosiłem się do centrum „Tęcza”. Uprzednio zadzwoniłem, żeby się upewnić czy potrafią sobie radzić z naprawdę trudnymi przypadkami. Dostałem zielone światło i na drugi dzień trochę wystraszony pojawiłem się w Krakowie.
No i zaczęła się intensywna harówa. Już pierwszego popołudnia wzięto mnie na warsztat, a przez następne 4 tygodnie byłem poddany bardzo intensywnemu programowi zajęć, odbywających się rano i w południe. Codzienne sesje zawsze odbywały się z innym terapeutą. Ściśle przestrzegano grafiku i czasu, w którym musieliśmy przerobić program ośrodka. Nie zawsze mi się to podobało, gdyż uświadamiano mi ciężką do przyjęcia prawdę o mnie i moim uzależnieniu.
Czasami czułem się zmęczony i trzaskałem drzwiami – zawsze mogłem wrócić. Zdarzyło mi się skłamać i później miałem okazję powiedzieć prawdę i przeprosić.
Udało mi się ukończyć terapię i dzięki pomocy psychologów i terapeutów z „Tęczy” budzę się każdego dnia bez kaca spowodowanego odurzeniem używkami.
Uczę się siebie na nowo, po wielu latach otępienia. Moje życie całkowicie się zmieniło, dokonuję wyborów korzystnych na moje trzeźwienie i robię to świadomie.
To wszystko, co się ze mną porobiło i o czym chciałem wam opowiedzieć, a w co bym nie uwierzył jeszcze pół roku temu. Cieszę się, że sobie pomogłem i odzyskuję radość życia. Wiem o ogromie pracy, który jest przede mną ale jest mi łatwiej do tego się zabrać dzięki wiedzy nabytej w trakcie terapii.
Poza tym jestem w ciągłym kontakcie z kadrą „Tęczy”, przez co mam wsparcie i czuję się bezpieczniej na co dzień.
Jeżeli czujesz się podle, gdyż masz już dość męczarni chlania i brania, chcesz coś zrobić bez ściemy, a trudno Ci się zebrać i zrobić coś samodzielnie to polecam terapię, którą przeszedłem...
Wasz przyjaciel G.
Powodzenia!!!
p.s.
Pyszne jedzonko i domowa opieka pozaterapeutyczna, która zresztą działa jak najbardziej terapeutycznie."