Opinie naszych pacjentów

Przedstawiamy opinie naszych pacjentów. Oni skorzystali z pomocy terapeutów „Tęczy”. Zobacz, komu pomogliśmy. Być może któraś z przedstawionych niżej historii, jest Twoją historią…

Jagoda

Do centrum „Tęcza” nie trafiłam z własnej woli, ale pod presją koleżanek z pracy. To one obawiały się, że stracę stanowisko.

Tkwił we mnie z jednej strony opór przed terapią i niewiara w jej powodzenie, a z drugiej - chęć zmiany mojego dotychczasowego życia i zaprzestanie picia.

Początkowo podchodziłam do leczenia z rezerwą. Nasuwały się pytania: czy się uda? czy terapia nie pójdzie na marne? Przecież już tyle razy próbowałam nie pić i nic z tego nie wychodziło.

Jednak w miarę trwania terapii w „Tęczy”, umacniała się we mnie wiara, że dam radę. A wszystko to dzięki profesjonalnie prowadzonym zajęciom, zaangażowaniu terapeutów, atmosferze, która panowała na co dzień. Dowiadywałam się wszystkiego o moim uzależnieniu - poznawałam wroga. Nie ukrywam, że nie było lekko - pojawiały się także łzy, kiedy dotykało mnie coś boleśnie. Ale powoli zaczęłam się wyłaniać z oparów mgły alkoholowej i dostrzegać wyraziste kontury wokół mnie. To naprawdę cieszy.

Wiem, że przede mną jeszcze wiele pracy na drodze trzeźwienia. Ale jedno wiem na pewno - bardzo dobrym początkiem tej drogi była „Tęcza”.

Za to serdecznie dziękuję wszystkim pracownikom „Tęczy”!

Baśka

Długo broniłam się przed decyzją o podjęciu terapii w ośrodku, bo bałam się obcego miejsca i ludzi. Poza tym wątpiłam, czy taka terapia mi pomoże, bo już nieraz podejmowałam leczenie w różnych przychodniach, ale nie umiałam przestać pić.

W „Tęczy” najbardziej zaskoczyła mnie atmosfera spokoju i przyjazne przyjęcie. Po raz pierwszy zaczęłam mówić o swojej chorobie bez lęku i wstydu.

Bardzo ceniłam sobie to, że zajęcia odbywały się w małych grupach, to pozwalało mnie i innym pacjentom lepiej się poznać i przez to wzajemnie się wspierać, zwłaszcza, gdy tematy poruszane na zajęciach bywały trudne. Również w pracy terapeutów podobało mi się to, że obok intensywnych wykładów czy treningów zawsze można było liczyć na bardziej indywidualną rozmowę, wyjaśnienie wątpliwości. Oprócz głębokiej wiedzy na temat choroby, jaką jest uzależnienie od alkoholu, pobyt w „Tęczy” pomógł mi lepiej rozumieć siebie i swoje relacje z innymi. Po raz pierwszy od dawna są to trzeźwe relacje."

Ania, lat 29.

Z anoreksją i bulimią zmagałam się wiele lat. Gdy już ani ja ani nikt z mojej rodziny nie wierzył, że może się udać, ktoś polecił mi „Tęczę”. Nie twierdzę, że było łatwo. Powiem więcej było bardzo trudno, a patrząc z perspektywy czasu myślę, że terapeuci mieli do mnie świętą cierpliwość.

Próbowałam kilka razy. Kilka razy wracałam do wymiotów i odchudzania. Nie widziałam sensu tego wszystkiego. Oszukiwałam terapeutów i samą siebie.

Ciągle walczę, ale teraz jest  o wiele łatwiej. Poznałam moją chorobę od podszewki, poznałam też siebie i swoje reakcje na rzeczy, które dzieją się dookoła. Choć czasem mam dość i chcę rzucić tym wszystkim, moja terapeutka wierzy, że wyjdę na prostą, a ja jej ufam."

Jan, lat 32.

Do „Tęczy” trafiłem w 2009 r. Sponiewierany jak pies i spłukany do cna. Tak naprawdę nie chciałem się leczyć. To mojej rodzinie bardziej zależało, niż mnie samemu.

Przez pierwsze dwa tygodnie pobytu w ośrodku raczej myślałem o kolejnych systemach, które pomogą mi wygrać, niż o samym leczeniu. Ale intensywna praca terapeutów oraz spotkania w grupie dla anonimowych hazardzistów, w których obowiązkowo musiałem brać udział, zmieniły mój punkt widzenia.

Kilka miesięcy pracy i dziś jestem szczęśliwy. Żyję jak wszyscy ludzie. Mam jedno ograniczenie - wiem, że nie wolno mi grać, bo wszystko powróci na nowo. Ale dziś już nie chcę grać, bo tak wybrałem."

Grzegorz

Moja krótka historia...

Hej cześć, daj coś zjeść.

Mam na imię Grzegorz i kilka miesięcy temu w najlepsze balowałem sobie przez parę dni nad polskim morzem Bałtykiem – w sensie bardzo intensywnie piłem, co skończyło się dla mnie bardzo źle (fizycznie i psychicznie). Nie będę wdawał się w szczegóły, ale znowu nabroiłem i czułem się okropnie. W zasadzie chciałem uciec, ale nie było mi dane. Zmotywowany przez ogromne poczucie winy i przy pomocy brata podjąłem decyzję o ośrodku, coby sobie pomóc. Wybrałem ośrodek, który zapewniał idealne warunki, jak na wczasach i do tego był jeszcze w górach – normalnie super. Niestety wybór był zły.

Z uwagi na skomplikowanie mojego uzależnienia połączonego z moją skomplikowaną osobowością, okazałem się zbyt trudnym klientem. Z poczuciem ponownej porażki życiowej opuszczałem to miejsce, w którym chciano mi podać rękę, a ja ją odrzuciłem. Czułem się okropnie i znowu przy wsparciu rodziny, która mnie nie potępiła, zgłosiłem się do centrum „Tęcza”. Uprzednio zadzwoniłem, żeby się upewnić czy potrafią sobie radzić z naprawdę trudnymi przypadkami. Dostałem zielone światło i na drugi dzień trochę wystraszony pojawiłem się w Krakowie.
No i zaczęła się intensywna harówa. Już pierwszego popołudnia wzięto mnie na warsztat, a przez następne 4 tygodnie byłem poddany bardzo intensywnemu programowi zajęć, odbywających się rano i w południe. Codzienne sesje zawsze odbywały się z innym terapeutą. Ściśle przestrzegano grafiku i czasu, w którym musieliśmy przerobić program ośrodka. Nie zawsze mi się to podobało, gdyż uświadamiano mi ciężką do przyjęcia prawdę o mnie i moim uzależnieniu.
Czasami czułem się zmęczony i trzaskałem drzwiami – zawsze mogłem wrócić. Zdarzyło mi się skłamać i później miałem okazję powiedzieć prawdę i przeprosić.
Udało mi się ukończyć terapię i dzięki pomocy psychologów i terapeutów z „Tęczy” budzę się każdego dnia bez kaca spowodowanego odurzeniem używkami.

Uczę się  siebie na nowo, po wielu latach otępienia. Moje życie całkowicie się zmieniło, dokonuję wyborów korzystnych na moje trzeźwienie i robię to świadomie.
To wszystko, co się ze mną porobiło i o czym chciałem wam opowiedzieć, a w co bym nie uwierzył jeszcze pół roku temu. Cieszę się, że sobie pomogłem i odzyskuję radość życia. Wiem o ogromie pracy, który jest przede mną ale jest mi łatwiej do tego się zabrać dzięki wiedzy nabytej w trakcie terapii.

Poza tym jestem w ciągłym kontakcie z kadrą „Tęczy”, przez co mam wsparcie i czuję się bezpieczniej na co dzień.

Jeżeli czujesz się podle, gdyż masz już dość męczarni chlania i brania, chcesz coś zrobić bez ściemy, a trudno Ci się zebrać i zrobić coś samodzielnie to polecam terapię, którą przeszedłem...

Wasz przyjaciel G.
Powodzenia!!!

p.s.
Pyszne jedzonko i domowa opieka pozaterapeutyczna, która zresztą działa jak najbardziej terapeutycznie."

Czujesz, że jedna z tych historii może być Twoją.
Sprawdź, z czym masz problem.